Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 listopada 2013

#93 Szampon z mocznikiem BALEA MED 5% UREA 2 in 1

Witajcie,
u mnie znów jakieś nowe myjadło do włosów;) spotkałyście się z szamponem do włosów z mocznikiem?ja pierwszy raz zobaczyłam takie cudeńko w drogerii DM. Dotychczas spotkałam się z tym składnikiem w kremach do stóp i w moim najukochańszym kremie do rąk z Balea recenja klik. Szampon kupiłam z ciekawości w jaki sposób mocznik wpłynie na moje włosy. Przetestowałam...i już wiem:)
Oto on - szampon i płyn do mycia ciała BALEA MED z mocznikiem.
Niestety nie znam niemieckiego, ani słowackiego (w tym języku jest naklejka z informacją o produkcie), więc nie wiem dokładnie co obiecuje producent. Takich informacji również nie mogłam znaleźć we wszechwiedzącym internecie. Udało mi się jednak znaleźć odpowiednik z Eucerina, który również zawiera 5% mocznik w składzie. Wprawdzie składy się między sobą różnią, to jednak początek jest ten sam, jak i również stężenie samego mocznika.  W przypadku produktu marki Eucerin szampon zalecany jest do suchej, swędzącej j i podrażnionej skóry głowy. Kosztuje ok.35 zł/ 200 ml. Nasz DM-owski "odpowiednik" kosztuje 2,09 /300 ml. 
Jak już wspominałam w składzie znajdziemy 5% mocznika, glicerynę, panthenol oraz alantoinę. Te dwa ostatnie mają działanie nie tylko nawilżające, ale również działają przeciwzapalnie, łagodzą podrażnienia, wspomagają proces regeneracji i odbudowy naskórka, a także stymulują proces gojenia się ran.

Moja opinia:
Jest to produkt typu 2 w 1, czyli producent zapewnia,że szampon jest na tyle delikatny,że można go również używać do mycia całego ciała. Ja oceniam go jedynie z perspektywy szamponu do włosów, ponieważ jestem zwolennikiem zapachowych żeli pod prysznic, a ten produkt ma bardzo delikatną nutkę zapachową.
Szampon bardzo miło mnie zaskoczył. Pomimo tego,że ma w składzie SLeS jest bardzo łagodny. Bardzo dobrze się pieni, wystarczy nieduża kropla by umyć średniej długości włosy. Jest przez to bardzo wydajny. Włosy po umyciu są miękkie w dotyku i standardowo utrzymują świeżość 2 dni (dłużej nie próbowałam), ale też nie zauważyłam jakieś przyspieszone przetłuszczanie ich. Nie wiem jaki ma wpływ na rozczesanie włosów, gdyż zawsze używam odżywki, jednak nie zauważyłam,żeby włosy przed nałożeniem odżywki były zbyt mocno skołtunione. Trudno mi się wypowiadać na temat łągodzenia podrażnionej i swędzącej skóry, gdyż nic takiego nie miało miejsca na mojej głowie przed użyciem tego szampon, jednak nie spowodował łupieżu, ani też nie wywołał żadnego swędzenia,więc myślę,że szampon mógłby dobrze wpłynąć na skórę z problemami. Moja opinia może nie do końca usatysfakcjonować osobę, która ma problem ze skórą głowy i chciałaby poznać działanie tego szamponu na takiej właśnie skórze. W związku z tym wstrzymam się z poleceniem go osobom,które potrzebują szamponów leczniczych, ponieważ nie mam 100% pewności czy pomoże i czy przypadkiem nie zaszkodzi. Z mojej strony mogę polecić go osobom, które potrzebują po prostu umyć głowę lub mają okresowe i krótkotrwałe podrażnienie.

Polecam!

Stosowałyście szampon z mocznikiem? Jak wrażenia?

Pozdrawiam,

środa, 16 października 2013

#91 Oczyść twarz naturalnie - Biopha Organic Makeup Removal Lotion

Witajcie,
wiem,że troszku Was ostatnio zaniedbuje, ale ostatnie dni tak szybko lecą mi przez palce,że nawet nie wiem kiedy minęły te dni od mojego ostatniego postu. Ale działo, działo się kosmetycznie - nie powiem...nawet nie wiem kiedy zdążę Wam wszystko nadrobić - przede wszystkim byłam przez ten czas aż dwukrotnie w drogerii DM. Teraz jak mam tę drogerię na wyciągnięcie ręki, wiem,że będę tam bywać regularnie. Poza tym do mojej "denkowej torby" wskoczyły kolejne puste opakowania, które zamierzam Wam pokazać pod koniec miesiąca jako moje dwumiesięczne denko wrześniowo-październikowe. Trochu tego będzie. W kolejce czekają kolejne produkty do zrecenzowania, chcę to robić w miarę regularnie kiedy tylko mam wyrobioną opinię o danym produkcie, aby później po skończeniu opakowania pewne rzeczy mi nie umknęły. Cieszy mnie ogromnie,że pomimo tych dni kiedy nic nowego się nie pojawia na moim blogu wciąż do mnie zaglądacie i komentujecie moje wpisy. To daję mi wiarę,że to co robię ma sens. Dziękuję!
A teraz po moim przydługim wprowadzeniu zapraszam do nowej recenzji. Tym razem "na tapetę" bierzemy lotion do usuwania makijażu, który zakupiłam dawno temu w DM i grzecznie czekał na swoją kolej. Jest to produkt organiczny, francuskiej marki BIOPHA ORGANIC Makeup Removal Lotion. 
Zawsze mniej więcej w tym miejscu zamieszczam opis od producenta. Niestety takowego w języku polskim nie znalazłam (jeśli któraś z Was go znajdzie bardzo chętnie się z nim zapoznam, a linka lub opis wkleje w tym miejscu). Spróbuje jednak co się da opisać tutaj z etykiety, która jest w języku angielskim, ale co najważniejsze zaklejone etykietą w języku słowacki - no cóż....

Jest to certyfikowany produkt naturalny do usuwania makijażu. Nadaje się również do delikatnej skóry wokół oczu. 

Produkty Biopha Organic są:
- wolne od GMO,
- nie zawierają parabenów, phenoexyethanolu, silikonów ani PEG,
- nie zawierają barwników,
- nie są testowane na zwierzętach. 

Produkt ten posiada certyfikat ECOCERT, o którym można przeczytać u mnie na blogu w tym poście klik 

Cena: 3,99 /200 ml (DM)
Co znajdziemy w składzie?
Na samym początku po wodzie mamy sok z aloesu, następnie glicerynę. Znajdziemy tu również wodę morską, a także ekstrakt z hibiskusa.

Moja opinia:
Lotion ma bardzo poręczne opakowanie z pompką  z kolorystyką bardzo miłą dla oka. Po pierwszym użyciu bardzo zdziwił mnie fakt,że lotion wygląda jak woda. Do tej pory byłam przyzwyczajona,że lotiony miały mleczną, lepką konsystencje. Ten produkt jest zupełnie inny. Wylewa się nam na płatek kosmetyczny niczym płyn micelarny. Na początku obawiałam się jak zareaguje moja skóra twarzy na dość wysoko w składzie ekstrakt z aloesa (lubi uczulać) - na szczęście nic podejrzanego się nie wydarzyło. Lotion bardzo dobrze zmywa makijaż, usuwa nawet bardzo ciemną kreskę eyelinera. Na codzień nie używam go jako "rozpuszczalnik" dla mojego makijażu, gdyż przyzwyczaiłam się do używania żelu do mycia twarzy. Chętnie go jednak używam jako produkt, który doczyści buzię z resztek podkładu, który pozostanie po umyciu żelem. Po przetarciu twarzy skóra jest wyraźnie odświeżona, ale nie wysuszona. Nie pozostawia lepkiego filmu na skórze. Lotion ma bardzo delikatny zapach, ale wyraźnie można wyczuć zapach aloesu. Na szczęście nie jest to zbyt nachalny zapach. Podoba mi się,że lotion jest naturalny i posiada nie tylko ładny napis o tym, ale również certyfikat. Z pewnością pomyślę nad tym, aby zmienić moje przyzwyczajenia i zamiast płynów micelarnych zacząć używać ten oto lotion. Jedyny wyraźny minus tego produktu to jego dostępność - niestety, ale nie znalazłam go w żadnym sklepie stacjonarnym ani internetowym na terenie Polski. Dajcie znać, jeśli gdzieś jest dostępny u nas. 

Znacie produkty Biopha? Co używacie do zmywania makijażu?

Pozdrawiam,


wtorek, 1 października 2013

#88 Aksamitna maseczka odbudowująca z ekstraktem z jesionu od Yves Rocher

Witajcie,
w tym roku zużywam wyjątkowo spore ilości kosmetyków marki Yves Rocher. A wszystko to za sprawą zapisania się do newslettera tej firmy i otrzymywania średnio co tydzień atrakcyjnych ofert rabatowych. We wrześniu skusiłam się na ciekawą ofertę w której jeden z najdroższych produktów mogłam wybrać jako gratis. Postawiłam na perfumy Yria. Jedynym warunkiem był koszyk zakupów na minimum 99 zł. Nie trudno było to zrealizować. W ten sposób zostałam posiadaczką całkiem sporej ilości nowych produktów - w tym Aksamitnej maseczki odbudowującej z ekstraktem z jesionu z serii Nutritive Vegetal. Do tej pory nie miałam nic z tej serii, ale w związku z tym,że jest to gama produktów do cery suchej, której jestem posiadaczką kupiłam również żel do mycia twarzy NV. Na razie zużywam mój ulubiony żel micelarny z BeBeauty, więc na recenzję tego produktu musicie jeszcze poczekać. Tymczasem mogę już co nieco powiedzieć na temat maseczki.
Informacje ze strony producenta:
Aksamitna maseczka wzbogacona o koncentrat z Jesionu, pobudzający produkcję lipidów. Dzięki niemu Twoja skóra będzie intensywnie i trwale odżywiona. Produkt likwiduje uczucie ściągania i natychmiast przywraca skórze komfort.

Naukowcy Yves Rocher odkryli i opatentowali składnik, który pobudza naturalne mechanizmy odżywcze skóry – Koncentrat z jesionu. Marka Yves Rocher i jej partnerzy stworzyli przejrzysta i zrównoważoną sieć produkcji , gdzie produkcja odbywa się zgodnie ze starymi sposobami, szanującymi środowisko, gwarantującymi wysoką jakość pozyskanego składnika roślinnego.

Dodatkowy składnik aktywny: Olejek makadamia o właściwościach odżywczych.

Stosowanie
2 razy w tygodniu, nałożyć jednolita warstwę na twarz, omijając okolice oczu. Zostawić na 5 minut.Nadmiar usunąć chusteczką, nie spłukiwać.

Cena regularna: 39 zł/75 ml
ja kupiłam w cenie promocyjnej za 26,90 zł
W składzie znajdziemy glicerynę, masło shea, olej makadamia, hydrolat oczarowy oraz gdzieś na szarym końcu tytułowy ekstrakt z jesionu.
Moja opinia:
Maseczkę otrzymujemy w klasycznej pomarańczowej tubce zamykanej na klik. Według informacji zaczerpniętej ze strony producenta maseczka ma konsystencje musową, natomiast według mnie mus ma bardziej lekką formułę w porównaniu do niej. Maseczka bardzo dobrze rozprowadza się twarzy i przyjemnie pachnie. Podoba mi się to,że po nałożeniu na twarz skóra się nie lepi, nie ściąga, nic nie "twardnieje", a usunięcie z twarzy trwa kilka chwil - wystarczy przetrzeć dwoma wacikami i gotowe. 
Nie wiem czy tak na mnie działa sugestia producenta czy sam produkt, ale rzeczywiście zaraz po nałożeniu jej czuję mocne nawilżenie twarzy oraz przyjemny (zaznaczam przyjemny, nie taki jak w produktach antycellulitowych lub wyszczuplających) chłód. Maseczkę trzymam zazwyczaj dłużej niż 5 minut, ale fajnie,że wg ulotki możemy ją trzymać tak krótko i z efektami. Do tej pory najczęściej spotykałam się z maseczkami, które należy trzymać na twarzy około 15-20 minut, jedynym wyjątkiem jest maseczka z owocem granatu z Yves Rocher recenzja tutaj, dla której wystarczą 3 minutki :-) Staram się używać tej maseczki w miarę regularnie, aby dobrze ocenić jej efekty. I rzeczywiście. Częste stosowanie tej maseczki (ok.2-3 razy w tygodniu) odwdzięczyło mi się gładziutką skórą, rześką, nawilżoną, ze zmniejszonymi porami, miejsca podrażnione zostały przyjemnie ukojone. Bardzo spodobało mi się działanie tej maseczki, więc myślę,że zagości w mojej kosmetyczce na stałe. Oczywiście jak to w przypadku produktów z Yves Rocher będę czekać na promocję, gdyż cena regularna trochę odstrasza. Polecam!

Miałyście tę maseczkę? A może znacie jakąś inną dobrze nawilżającą maseczkę?

Pozdrawiam,


poniedziałek, 30 września 2013

#87 Recenzja odżywki do włosów z efektem push up - Marc Anthony, Instantly Thick

Witajcie,
w lipcu pisałam wam o okazji cenowej produktów do włosów Marc Anthony w Tesco - post #63 klik. Od tamtej pory minęło sporo czasu i najwyższa pora podzielić się wrażeniami. Jest to odżywka do włosów Marc Anthony True Professional, Instantly Thick Odżywka zwiększająca objętość włosów
Marc Anthony to kanadyjska marka należąca do stylisty włosów gwiazd Marca Anthonego. 

Informacja o produkcie:
Odżywia i dodaje objętości, nie obciążając włosów.
Polecany przez mistrza świata w stylizacji włosów Marca Anthonego. Zawiera odbudowującą strukturę włosów fitokeratynę. Fitokeratyna wiąże się z włosami, wzmacniając je i pogrubiając. Nawilża i nabłyszcza nie obciążając włosów. Bez alkoholu, nie testowane na zwierzętach.

Cena regularna: ok. 35 zł/380 ml
(ja kupiłam za 8 zł w Tesco, 07.2013)

Skład całkiem przyzwoity. Z ciekawszych substancji znajdziemy tutaj olej sojowy, masło shea, olej słonecznikowy, ekstrakt z aloesu, pantenol. 

Moja opinia:
Odżywka znajduje się w całkiem sporej butelce o pojemności 380 ml. Opakowanie całkiem zwyczajne, graficznie nie przypadł mi do gustu - no ale może zawartość ciekawsza? I rzeczywiście...zaraz po zastosowaniu i wysuszeniu włosów - suszarka lub suszenie "swobodne" :-) zauważyłam,że moje włosy są wyraźnie podniesione u nasady, lekkie, mięciutkie, gładkie. Dosłownie - miodzio! Niestety, efekt nie utrzymuje się dłużej i na drugi dzień włosy są już całkiem zwyczajne. Plusem odżywki jest to,że nie obciążyła moich włosów i nie przetłuściła. Włosy dobrze się rozczesują i nie kołtunią. Nie zauważyłam,żeby wpłynęła jakoś oszałamiająco na kondycje moich włosów. A szkoda. Uważam,że odżywka, której cena regularna sięga nawet 35 zł powinna nie tylko robić fajny "look" po umyciu, ale także odżywiać nasze włosy na dłużej. W końcu do zwiększenia objętości włosów mamy różnego typu pianki do stylizacji, pudry etc. a odżywka powinna przede wszystkim odżywiać nasze włosy. Dobra stylizacja włosów, chociażby przy użyciu pianki do włosów da 100% lepsze efekty niż ta odżywka do włosów. Jeśli traficie na nią w podobnej cenie do mojej możecie spróbować - może akurat Wam podpasuje - w składzie mamy parę przyjemnych substancji, które mogą pozytywnie wpłynąć na Wasze włosy. W cenie regularnej - nie polecam. Ja osobiście więcej się na nią nie skuszę.

Miałyście tę odżywkę? A może jakiś inny produkt Marc Anthony?

Pozdrawiam,

niedziela, 29 września 2013

#86 JUŻ PO ... czyli moja nowa twarz po miesięcznej kuracji z Yves Rocher

Witajcie,
musicie mi wybaczyć, ale dzisiaj znowu będzie o kremie o twarzy. Dokładnie jutro mija miesiąc odkąd rozpoczęłam kurację z kremem Yves Rocher, Cure Solutions Krem rewitalizujący 24h i czas wypowiedzieć się na temat jego skuteczności.




Opis produktu ze strony producenta:
Krem rewitalizujący o 24-godzinnym działaniu polecany jest w szczególności do walki ze zmęczoną, szarą i bladą cerą, kiedy dotychczas stosowane kremy nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Krem stosuje się w postaci miesięcznej kuracji w okresach zwiększonego stresu, w sytuacji zaburzonego rytmu życia, przy zmianach pór roku, kiedy sytuacje te przekładają się również na wygląd skóry. Kosmetyk zapewnia spektakularny efekt w postaci zrewitalizowanej, wygładzonej, promiennej cery, złagodzenia rysów twarzy i poprawy mikrokrążenia w skórze. Aż 93% składników jest pochodzenia naturalnego

Działanie:
· poprawia mikrokrążenie w skórze twarzy
· łagodzi rysy twarzy
· wygładza zmarszczki i rysy
· przywraca skórze naturalny blask

Stosowanie:
Stosuj Krem rewitalizujący 24H jako miesięczną kurację codziennie rano i wieczorem na skórę twarzy i szyi. Przed nałożeniem kremu, oczyść i osusz skórę twarzy i szyi, a następnie pobudź krążenie skóry, trzykrotnie lekko oklepując twarz dłońmi. Rozprowadź kosmetyk na skórze twarzy i szyi. 

Cena: 115 zł/50 ml

Skład: Aqua, Hamamelis Virginiana water, Ethylhexyl Cocoate, Glycerin, Aesculus Hippocastanium extract, Cetyl Alcohol, Elaeis Guineensis oil, Vitis Vinifera seed oli, Hydrogenated Coconut oil, Ranunculus Ficaria extract, Pentylene Glycol, Malva Sylvestris extract, Chamomilla Recutita extract, Betaine, PEG-100 Stearate, Myristyl Myristate, Vitis Vinifera extract, Stearic Acid, Cyclopentasiloxane, Stearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Glyceryl Stearate, Cyclohexasiloxane, Parfum, Taraxacum Officinale, Spirea Ulmaria, Hydrolyzed Lupine protein, Alcohol, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Sorbic Acid, Allantoin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, BHT, Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA, Hamamelis Virginiana extract

W składzie znajdziemy hydrolat z oczaru wirginijskiego, glicerynę, ekstrakt z kasztanowca zwyczajnego, masło palmowe, olej z nasion winogron, olej kokosowy, ekstrakt z jaskra wiosennego, ekstrakt ze ślazu dzikiego, ekstrakt z rumianku pospolitego, ekstrakt z winorośli właściwej, ekstrakt z oczaru wirginijskiego. Krem ma bardzo bogaty skład pod względem ilości roślinnych ekstraktów i olejków. 



Moja opinia:
Krem ma bardzo oryginalne szklane opakowanie ze ściętym bokiem (? - oczywiście koło nie ma boku ;-). Jedyny jego minus to to,że teraz gdy krem się już kończy muszę wydłubywać go spod "boczków". Słoiczek jest koloru ciemnozielonego, natomiast sam krem barwy białej. Konsystencja gęsta, treściwa o cudownym nienachalnym zapachu - przypomina mi trochę zapach liści. Bardzo dobrze się wchłania pomimo tego,że nakładam go całkiem sporo na twarz i szyję. Rano gdy wykonuję makijaż zazwyczaj odczekuję do jego całkowitego wchłonięcia -  2-3 minuty i mogę nakładać podkład. Stosuję go od miesiąca dwa razy dziennie i zostało mi jeszcze 1/3 opakowania. Pomimo tego,że producent zaleca stosować go przez miesiąc ja go zużyję do końca. A jak efekty? Jestem na prawdę bardzo, ale to bardzo zadowolona z tego kremu. Rzeczywiście zauważyłam zmiany na lepsze na mojej twarzy. Skóra ma jednolity, zdrowy kolor, spłycone zmarszczki, (głównie przez to,że skóra nie jest już wysuszona), stała się mięciutka i delikatna w dotyku. Bałam się,że po dłuższym stosowaniu może mnie zapchać i spowodować wypryski, ale nic takiego się nie stało. Nie zauważyłam złagodzenia rysów twarzy, ale to trudno jest zobaczyć gołym okiem, gdy codziennie się oglądam w lustrze. Krem ma dosyć sporą cenę katalogową - 115zł, natomiast ja go dostałam jako prezent do zakupów. Yves Rocher bardzo często robi akcje promocyjne np. jeden wybrany produkt gratis do zakupów lub cały koszyk -50% w związku z czym nie ma problemu kupić ten krem za o wiele niższą kwotę lub nawet za darmo. Z pewnością skuszę się na niego jeszcze nie raz!

Używałyście ten krem?A może polecacie jakiś inny o podobnym działaniu?



Pozdrawiam,

środa, 25 września 2013

#85 Krem z witamina U? Clarena Repair Vit U Cream

Witajcie,
w dzisiejszym poście przedstawię Wam produkt,który otrzymałam w pudełeczku Glossybox jeszcze w zeszłym roku. Zużywanie kremów do twarzy to nie taka prosta sprawa, w końcu to niewielka powierzchnia ciała;) poza tym staram się po rozpoczęciu jednego kremu nie otwierać żadnego innego dopóki go nie zużyje. W końcu przyszła kolej na CLARENA Repair Vit U Cream, czyli krem z tajemniczą witaminą U? Czy ktoś o niej słyszał?


Informacja ze strony producenta:
Polecany do wrażliwej, alergicznej, zniszczonej cery oraz po zabiegach dermokosmetycznych i po opalaniu. Witamina U i Tiliroside stymulują procesy naprawcze i regenerację skóry. Xeradin™ zapewnia natychmiastowe i długotrwałe nawilżania. Kwasy 3, 6, 7, 9 i masło Shea wzmacniają barierę hydrolipidową, delikatnie natłuszczają i tworzą film ochronny.

A tak wygląda pełnowymiarowy produkt:

Cena
84 zł/50 ml 

Moja opinia:
Nie będę oceniać opakowania, gdyż mój krem znajduję się w opakowaniu testowym w tubce o pojemności 30 ml, natomiast pełnowymiarowy produkt znajduje się w typowym słoiczku z nakrętką. Krem kolory białego, ma bogatą i treściwą konsystencje. Zapach neutralny, słabo wyczuwalny. Krem jest bardzo wydajny co akurat ja odebrałam jako minus, ponieważ nie polubiłam się z nim w 100% i czekałam z utęsknieniem kiedy dobije w nim denko. Przede wszystkim nie podobało mi się,że podczas rozsmarowywania był bardzo tępy pod palcami, a po wsmarowaniu miałam wrażenie,że tworzy "skorupę" na mojej twarzy i ją niepotrzebnie matowi. Może posiadaczki tłustej i mieszanej skóry uznają to za plus, natomiast ja mając suchą skórę lubię delikatny efekt "glow" na twarzy. Po skończeniu opakowania nie zauważyłam wyraźnej zmiany w kondycji mojej skóry, a podczas stosowania nie odczuwałam nawet krótkiego efektu nawilżenia. Głównie przez ten efekt "skorupy" na twarzy. Plusem produktu na pewno jest to,że mnie osobiście nie zapchał, aczkolwiek patrząc na skład, aż się dziwie,że do tego nie doszło.

 W składzie mamy masło shea, glicerynę, parafinę (!!), pantenol, szałwię, olej lniany, oliwa z oliwek, olej makadamia, alantoina, witamina U. 

No właśnie, a czym jest ta tajemnicza witamina U?
Do tej pory tak na prawdę nie wiele wiemy o tej witaminie. Dawniej była produkowana przez francuską firmę Beytout w formie drażetek. W lekach można ją było znaleźć pod postacią bromku lub chlorku. Zalecano dawkować ją w ilości 500mg na dobę. Naturalnie możemy ją spotkać jedynie w soku z kapusty. Bardzo ważne jest,żeby spożywać kapustę z dużą zawartością soku, bo tylko wtedy możemy spożyć zalecaną normę dzienną. W odpowiednich ilościach służy jako lek przeciwwrzodowy podczas kuracji lekami, które mogą wywołać chorobę wrzodową żołądka lub dwunastnicy. Witamina U ponadto ma działanie gojenia owrzodzeń, ran, a także łagodzi nieżyt żołądka. Hamuje również nadmierne wydzielanie soku żołądkowego. W takim razie jedzmy kapustę - na zdrowie! :)

Miałyście ten krem, a może jakiś inny produkt z firmy Clarena?

Pozdrawiam,

wtorek, 10 września 2013

#83 Olejek tamanu lekiem na całe zło?

Witajcie,
czas przedstawić Wam moje najnowsze odkrycie - odkrycie kosmetyczne, jak i lecznicze. Oto i On - Olej tamanu. 




Jak łatwo się domyślić patrząc na opakowanie - kupiłam go w sklepie internetowym Biochemia Urody. Za opakowanie 50 ml zapłacimy 28,50 zł, natomiast sklep posiada również mniejsze opakowanie 15 ml za 10,80 zł. Ja czytając opinie i recenzje na jego temat od razu skusiłam się na większą buteleczkę :) No dobra, a jakie cuda na kiju może zdziałać ten mały cudotwórca? Same spójrzcie...uwaga, dużo tekstu, ale warto dotrwać do końca.

Drzewo tamanu (Calophyllum Inophyllum) - charakterystyczne dla tropikalnych rejonów południowej Azji, Afryki oraz wysp Pacyfiku. Porasta do wysokości 2-3 metrów, zakwita dwa razy do roku w postaci białych kwiatów o intensywnym zapachu. Po przekwitnięciu kwiatów, ich miejsce zajmują owoce, których skórka po dojrzeniu nabiera żółtej barwy. Są to owoce jadalne, w smaku przypominające owoc jabłka.
Pierwsze wzmianki na temat niezwykłych właściwości drzewa tamanu pochodzą z Polinezji. Drzewo to było traktowane przez ludy Polinezji jako święty podarunek od natury, w którym kryli się niewidoczni bogowie. Zgodnie z tradycjami ludowymi poszczególne partie drzewa tamanu (kora, liście, korzenie, owoce, pestki) były wykorzystywane zewnętrznie i wewnętrznie jako naturalne remedium w leczeniu wielu chorób.
Najcenniejszym i najbardziej znanym materiałem otrzymywanym z drzewa tamanu jest olej o niespotykanych właściwościach gojących, przeciwzapalnych, przeciwbólowych, antybakteryjnych, antywirusowych, przeciwgrzybiczych, antybiotycznych, przeciwreumatycznych, antyoksydacyjnych oraz intensywnie regenerujących skórę i redukujących blizny.
Olej tamanu otrzymuje się poprzez wytłaczanie wysuszonych pestek z dojrzałych owoców. Aby otrzymać ok. 5 kg zimnotłoczonego oleju tamanu, potrzeba zużyc aż 100 kg owoców tamanu, co jest jednym z czynników wpływających na dość wysoką cenę tego oleju.
Olej tamanu to przykład składnika roślinnego, którego niezwykłe właściwości zostały przekazane nie tylko w tradycjach ludowych, ale także potwierdzone wieloma badaniami naukowymi.
Ze względu na działanie przeciwbólowe, przeciwobrzękowe, antybiotyczne oraz przeciwzapalne - odpowiadające właściowościom leków steroidowych, olej tamanu był wykorzystywany tradycyjnie do leczenia reumatyzmu i trądu (zewnętrznie i w postaci domięśniowych zastrzyków). Stosowano go do leczenia otwartych ran, owrzodzeń, odleżyn, gangreny, stanów zapalnych skóry, trudno gojących się ran, łuszczycy, trądziku, egzemy, opryszczki, odmrożeń, bliznowców, popękanej, zniszczonej skóry, ran i blizn pooperacyjnych, oparzeń posłonecznych, środkami chemicznymi lub promieniowaniem X, chorób owłosionej skóry (łupież, łuszczyca, zapalenie mieszków włosowych, łysienie). Matki stosowały olej tamanu do łagodzenia odparzeń popieluszkowych u niemowląt.
Wpływ oleju tamanu na redukcję blizn oraz świeżych rozstępów został przebadany w 2001r. przez firmę BioScience Laboratories. Po 9 tygodniach zastosowania oleju tamanu na blizny (dwa razy na dzień), bez używania żadnych dodatkowych kosmetyków i preparatów, nastąpiła wyraźna poprawa stanu skóry. Blizny stały się mniej widoczne, zmniejszyła się ich szerokość i długość.
Właściwości oleju tamanu wynikają z obecności nietypowych, charakterystycznych tylko dla tego oleju związków chemicznych, które zostały zidentyfikowane dzięki badaniom naukowym. Dwa, główne składniki aktywne oleju to kwas kalofillowy i kallofilloidyna - naturalne flawonoidy o działaniu gojącym, przeciwzapalnym, przeciwbakteryjnym, antybiotycznym i przeciwobrzękowym.
Olej tamanu zaliczany jest do tzw. bio-olejów, czyli olejów o wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT) niezbędnych do utrzymania zdrowej i odpowiednio nawilżonej skóry. Kwasy NNKT nie są produkowane przez nasz organizm, dlatego muszą być dostarczane z zewnątrz w pożywieniu lub na skórę w postaci odpowiednich preparatów kosmetycznych. Objawem niedoboru kwasów tłuszczowych jest osłabienie bariery ochronnej skóry, spowolniony proces gojenia, suchość naskórka, dermatozy, łuszczenie, stany zapalne, zwiększona skłonność do zaskórników i wyprysków oraz częste podrażnienie i zaczerwienienie skóry.
Główne nienasycone kwasy tłuszczowe obecne w oleju tamanu to kwas linolowy i oleinowy.
Kwas linolowy odgrywa istotną rolę zarówno w odpowiednim funkcjonowaniu cery suchej, jak i tłustej. W przypadku cery suchej kwas linolowy poprawia barierę lipidową naskórka, chroni przed utratą wody i normalizuje metabolizm skóry (jest on wbudowywany w struktury błony komórkowej oraz wykorzystywany do produkcji prawidłowo zbudowanych ceramidów). Kwas linolowy jest również naturalnym składnikiem łoju. W przypadku osób o cerze trądzikowej i zanieczyszczonej zaobserwowano spadek zawartości kwasu linolowego w składzie łoju, co wpływa na blokowanie porów skóry i w efekcie tworzenie licznych zaskórników i wyprysków. Zastosowanie kwasu linolowego na cerę tłustą i trądzikową powoduje regulację pracy gruczołów łojowych, odblokowanie porów skóry i redukcję zaskórników.
Kwas oleinowy jest jedną z substancji zwiększających penetrację składników aktywnych w głąb skóry. Kwas ten zwiększa płynność bariery lipidowej naskórka, która dzięki temu staje się bardziej przepuszczalna dla składników aktywnych. Obecność kwasu oleinowego w oleju tamanu jest jednym z czynników, dzięki którym olej ten zastosowany zewnętrznie wykazuje tak intensywne i efektywne działanie oraz dodatkowo zmniejsza tłustość oleju, jednocześnie przyśpieszając jego wchłanianie w skórę. Oleje bogate w kwas oleinowy, są zwykle odradzane do stosowania w stanie nierozcieńczonym w przypadku cery skłonnej do wyprysków. Olej tamanu pomimo dużego udziału kwasu oleinowego, z racji obecności wielu innych substancji chemicznych o działaniu antyseptycznym, wykazuje wysoką biozgodność także z cerą tłustą i trądzikową. W razie wątpliwości, w przypadku tego typu cer, olej można stosować w stanie rozcieńczonym.
Olej tamanu zawiera również liczne fitosterole, głównie stigmasterol, będące roślinnym odpowiednikiem steroli występujących w skórze, które podobnie jak NNKT, także wpływają na wzmocnienie bariery lipidowej skóry, hamują ubytek wody, działają regenerująco i przeciwzapalnie. 
» Olej dostępny w ofercie powstał w wyniku wytłaczania na zimno odpowiednio przygotowanych pestek z owoców drzewa tamanu pochodzącego z ekologicznych upraw. Jest to olej całkowicie naturalny, nierafinowany, pozyskany bez użycia rozpuszczalników, ani innych środków chemicznych. Jest to typ oleju dziewiczego, który po wytłoczeniu nie był poddawany żadnym innym procedurom.
» Olej tamanu należy do olejów dość stabilnych, może być przechowywany w temperaturze pokojowej, jednak nie powinien być podgrzewany do wysokich temperatur, gdyż obniża to jego właściwości i stabilność. W celu zagwarantowania trwałości i świeżości, olej tamanu zawiera dodatek stężonej oleożywicy rozmarynowej.
» Oferowany ekologiczny olej tamanu to gęsty olej o intensywnym korzennym zapachu. Pomimo gęstej, tłuszczowej formy, wchłania się dobrze w skórę, dając poczucie nawilżenia, uelastycznienia i odżywienia. Jest to olej bardzo wydajny w użytkowaniu.

Opis zaczerpnięty ze strony Biochemia Urody.

Buteleczka 50 ml jest koloru niebieskiego z otwarciem na pstryczek. Opakowanie 15 ml różni się tym,że jest odkręcane, ale również ma małą "dziurkę" do wyciskania olejku. 


Na dłoni ma postać gęstego, płynnego oleju koloru mocnej żółci. Wg danych producenta olej poniżej 10'C tężeje - ja nie zaobserwowałam jeszcze takich właściwości, ponieważ trzymam w temperaturze pokojowej. Największym minusem tego olejku jest niestety ZAPACH. I nie chodzi tu, że mam wyczulony nos i upodobania do pięknych zapachów, nie wymagam,żeby wszystko pachniało perfumą ;) - ten olejek po prostu śmierdzi...po otwarciu opakowania od razu poczułam zapach przyprawy MAGGI - kojarzycie?no...to dokładnie tak pachnie/śmierdzi ten olejek. Z tego względu miałam opory przed smarowaniem nim całej twarzy, ale co się nie robi dla piękności, co nie? Olejek jest bardzo wydajny, już nie wielka kropelka wystarczy na pokrycie całej twarzy, a w przypadku miejscowych zmian wystarczy kropelka i jeszcze zawsze wsmaruje w coś przy okazji,żeby nie zmarnować.

Po moim krótkim, aczkolwiek intensywnym użytkowaniu mogę powiedzieć,że olejek rzeczywiście bardzo szybko goi wszelkie ranki, otarcia, nawet kilkutygodniowe blizny po trądziku. Jestem nim zachwycona. Jego działanie rzeczywiście mogę przyrównać do jakiejś leczniczej maści/antybiotyku. Zresztą jego działanie porównuje się działania maści sterydowych tylko bez efektów ubocznych - więc to jest na prawdę coś! Ja wciąż testuje olejek i co dzień znajduje dla niego nowe zastosowania - przydaje się nawet jako apteczny ratunek po ukąszeniu komara. Gorąco polecam to małe i taniego cudaczka!

--------------------------------------------------------------

Przy okazji chciałabym Wam zaprezentować co jeszcze aktualnie testuje z Biochemii Urody - poniżej zestaw młodego chemika...




... żartuje...to zestaw do przygotowania Serum antyoksydacyjnego flavo+C15EF. Po skończonej kuracji podzielę się z Wami wrażeniami. Tymczasem zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z informacjami na jego temat na stronie Biochemia Urody.

Znacie olejek tamanu? A może używacie? Chętnie przeczytam Wasze opinie na jego temat. 

Pozdrawiam,





niedziela, 8 września 2013

#82 Ekspresowa maseczka przywracająca blask z owocem hiszpańskiego granatu od Yves Rocher

Witajcie,
lubicie maseczki do twarzy?
ja bardzo - niestety często nie mam czasu na dłuższe wylegiwanie się z maseczką, wtedy z pomocą przychodzi do mnie 3 minutowa maseczka przywracająca blask z owocem z granatu z Hiszpanii od Yves Rocher :)


Co obiecuje producent?

Maseczka rewitalizująca z wyciągiem z owocu granatu, o apetycznym, orzeźwiającym zapachu owoców to kosmetyk, dzięki któremu w ciągu 3 minut ożywisz cerę i przywrócisz jej blask. Pachnący, różowy żel łatwo się nakłada i równie łatwo spłukuje.

Cena regularna: 21,90 zł/50 ml
ja kupiłam za grosze w przecenie -50% - zestaw tonizujący - razem z żelem pod prysznic zapłaciłam 9,95  zł :)

W sklepie Yves Rocher możemy kupić jeszcze trzy inne wersje ekspresowych maseczek:
- maseczka nawilżająca z sokiem z winogron,
- maseczka odświeżająca z wyciągiem ze skórki z cytryny,
- odświeżająco-chłodząca maseczka z wyciągiem z żurawiny (nowość - wrzesień 2013).


Moja opinia:
Maseczka ma postać przezroczystego żelu o lekkim różowym zabarwieniu i przyjemnym, delikatnym zapachu. Po nałożeniu na twarz maseczka nie zastyga, lecz mam wrażenie jakbym miała cały czas zwilżoną twarz. Dobrze się spłukuje nawet samą wodą. Maseczka z całą pewnością nie ma silnych właściwości nawilżających, ale tego producent nam nie obiecuje, więc się nie czepiam. Po zmyciu maseczki twarz jest wyraźnie "zrewitalizowana" - pozbawiona blasku i szara odzyskuje ładny koloryt, jest mięciutka w dotyku. Dodatkowo przez zapach daje mi niesamowite uczucie relaksacyjne:) Tubka wydaje się mała, jednak przez swoją  konsystencje maseczka jest bardzo wydajna. Maseczka na pewno nie da długiego i trwałego efektu ożywionej cery, dlatego powinno się ją stosować częściej niż inne maseczki. Producent zaleca używać jej 1-2 razy w tygodniu. Ja uważam,że jest na tyle delikatna,że spokojnie można sobie pozwolić na częstsze użycie tym bardziej,że wystarczy ją nałożyć na zaledwie 3 minuty.


Co mamy w składzie?
Znajdziemy tutaj hydrolat z oczaru wirginijskiego ( działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, ściągające, regenerujące i przyspieszające gojenie się ran - wyprysków), mocznik (działanie nawilżające), gliceryna, alantoina (działanie przeciwzapalne, łagodzące podrażnienia), ekstrakt z owocu granatu.

Maseczka polecam w szczególności osobom młodym, które mają skłonności do wyprysków oraz dla wszystkich tych, którzy nie mają czasu na dłuższe "leżakowanie" z maseczkami na twarzy. Ja używam ją na zmianę z innymi - silnie nawilżającymi ze względu na suchą skórę twarzy. 

Miałyście tą maseczkę? A może polecacie jakąś inną "ekspresową"?

Pozdrawiam,


wtorek, 3 września 2013

#81 Cukierkowe masełko do ciała od Balea Young

Witajcie,
odkąd postanowiłam nabrać systematyczności w pielęgnacji mojej skóry moje łazienkowe zbiory zużywam w zastraszającym tempie. Dawniej balsam do ciała potrafiłam mieć z pół roku, a dzisiaj.... ;) Tym razem w moje łapy wpadło masełko do ciała Balea Young Zuckerschnute


Niemieckiego nie znam, a na internecie ciężko znaleźć informacje od producenta na temat tego produktu w języku polskim, więc tym razem w mojej recenzji nie znajdzie się taka wzmianka.

Cena: 2,99 /200 ml

Moja opinia:
Masełko znajduje się w plastikowym opakowaniu typowym dla tego typu produktu. Kolorystyka różowo-słodko-żółta niekoniecznie trafiła w moje gusta, rzeczywiście sugeruje,że to produkt raczej dla młodszego pokolenia;) A jak się sprawdził sam produkt?? Jak dla mnie okazał się strzałem w dziesiątkę! Masełko ma bardzo gęstą, treściwą konsystencje. 
Bardzo dobrze współpracuje podczas rozsmarowywania, nie pozostawia białych smug i szybciutko się wchłania. Świetnie nawilża skórę - nawet miejsca najbardziej wymagające.
Masełko dzięki swojej gęstej konsystencji jest bardzo wydajne.


Zapach? To prawdziwy słodki cukierek połączony z watą cukrową i lukrowanym ciastkiem na środku;) A tak serio...bardzo, ale to bardzo słodki.Niekoniecznie trafił w 100% w moje gusta, ale i tak wolę taki słodki zapach niż ziołowego potworka.
Skład bardzo przyzwoity. Znajdziemy tutaj masło shea (na drugim miejscu w składzie), utwardzona oliwa z oliwek, olej kokosowy, wosk z otrąb ryżowych, wosk karnauba (naturalny wosk pozyskiwany z liści palmy kopernicji).

Przy najbliższej okazji muszę koniecznie sprawdzić czy są inne wersje zapachowe tego cudeńka - jakby było czekoladowe ahhh....

Miałyście ten produkt? Macie ulubione masełko do ciała?

Pozdrawiam,

poniedziałek, 2 września 2013

#80 Olejek do ciała Alverde z paczulą i czarną porzeczką

Witajcie,
od ponad roku jestem ogromną zwolenniczką olejków
i zupełnie nie rozumiem jak wcześniej mogłam bez nic żyć
obecnie znajduję dla nich zastosowanie praktycznie w każdym momencie mojej pielęgnacji, zarówno ciała jak i włosów
na mojej drodze poznawania różnych olejków solo jak i ich "mieszanek" nie mogło zabraknąć również osławionego od bardzo dawno w blogosferze olejku do ciała firmy Alverde z paczulą i czarną porzeczką


Kupiłam go podczas mojego pierwszego haul-u w DM za 4,19€ /100 ml. 
Olejek przez dłuższy czas przeleżał sobie w kartoniku,
podczas gdy ja namiętnie zużywałam jego "bliźniaka" z rossmannowskiej Alterry (Migdał i papaya), którego traktuje jako mojego ulubieńca nr 1


Co obiecuje producent?
Aromatyczny olejek do ciała o zapachu paczuli i czarnej porzeczki.
Kompozycja cennych olejów roślinnych ze słonecznika, nasion winogron i nasion czarnej porzeczki czyni skórę elastyczną i nawilżą ją intensywnie. Do każdego rodzaju skóry.
Nie zawiera syntetycznych środków konserwujących, barwiących czy zapachowych. 


Moja opinia:
Opakowanie tego olejku jest identyczne do opakowań olejków z Alterry. Zapakowany jest w kartoniku, natomiast sam produkt znajduje się w buteleczce z grubego szkła z pompką. Buteleczka jest odkręcana, więc po zużyciu produktu możemy opakowanie wykorzystać w inny sposób np. na nasze własne kompozycje olejków. Pierwsze na co zwróciłam uwagę po otwarciu opakowania to bardzo intensywny zapach, który bardzo długo utrzymuje się na naszej skórze. Nie jestem specem w określaniu nut zapachowych, ale jest to bardzo niejednoznaczny zapach, nie można powiedzieć,że jest to np. zapach samej czarnej porzeczki. Raczej miks zapachów, ale żaden z nich nie jest dominującym. Przyzwyczajona do migdałowo-cytrusowego zapachu olejku z Alterry ten zupełnie nie przypadł do gustu. Wręcz mogę powiedzieć,że drażnił mój nos i mnie denerwował. Używałam go na różne sposoby: wcierałam we włosy (tu sprawdził się średnio, moje włosy bardziej pokochały Dabur Vatikę i odżywki z olejkiem awokado), wsmarowywałam w ciało (tu o niebo lepiej, ale znów denerwował mnie zapach oraz to,że długo się wchłaniał) i kolejne zastosowanie, które dla niego znalazłam to wlewałam go po prostu do kąpieli - i tu muszę przyznać sprawdził się u mnie najlepiej. Zapach podczas kąpieli nie drażnił mnie tak mocno, a podczas wieczornych gorących kąpieli bardziej relaksował i wyciszał przed snem. A najlepszym jego działaniem było to,że po takiej kąpieli zupełnie nie musiałam stosować balsamów/maseł do ciała. Skóra była nawilżona i mięciutka w dotyku. Muszę przyznać,że wlewałam go dosyć sporo do wanny- myślę,że z 10 "pompek" mogłam dawać. Taka ilość była wyczuwalna przez całą kąpiel i nawet jak używałam podczas kąpieli żelu do mycia,szamponu czy innych produktów z SLS nie niwelowały działania olejku w wodzie.


Co mamy w składzie?
Olej z nasion słonecznika, olej sojowy, olej palmowy, olej z czarnej porzeczki, oliwa z oliwek, olej z migdałów, olej jojoba, olej z nasion winogron.

Niestety, ale z tego co mi wiadomo olejek został wycofany ze sklepów, a na jego miejsce wszedł kokosowy - dajcie znać, jeśli coś "poknociłam"

Miałyście ten produkt?A może polecacie jakiś inny?

Pozdrawiam,

piątek, 30 sierpnia 2013

#77 Orientalny peeling do ciała, czyli Tradition de hamman od Yves Rocher

Witajcie,
czas na kolejną moją recenzję...
 tym razem na tapecie mamy peeling do ciała
przyznam się Wam szczerze, że zarówno peelingi do ciała jak i twarzy nie są moimi ulubionymi kosmetykami - aby był widoczny efekt należy masować, masować a ja najzwyczajniej w świecie najczęściej nie mam na to czasu ani ochoty,
dawniej, gdy jeszcze z pielęgnacją ciała było u mnie na bakier od czasu do czasu dosyć ostro traktowałam moją skórę twarzy peelingiem mechanicznym - odkąd wiem,że mam suchą skórę twarzy używam jedynie peelingów enzymatycznych - tu przynajmniej sprawa jest prosta - nałożę, odczekam 15 minut zajmując się czymś innym (np. piszę nowego posta na bloga) i mogę zmywać.
Gorzej z peelingami do ciała, które chcąc nie chcąc trzeba nałożyć pod prysznicem ...no i właśnie ...wsmarowywać. Robię to więc rzadko, za rzadko a i nowości w kosmetyczce pojawiają się sporadycznie. TEN peeling trafił do mnie bardzo dawno temu, bo w kwietniu podczas promocyjnego haulu - 50% na stronie www.yves-rocher.pl . W końcu nadeszła na niego pora....
Po długim wstępie czas Wam przedstawić Orientalny peeling do ciała z glinką marokańską od Yves Rocher


Cena regularna: 67 zł/150 ml
mi udało się kupić za 23,45 zł 

Co obiecuje producent?
Peeling o działaniu złuszczającym, zawiera glinkę marokańską, puder z orzechów z drzewa arganowego i pestek moreli, olejek arganowy bio oraz wodę różaną.
Pozostawia na skórze orientalny, ciepły, otulający zapach. Skóra jest dokładnie oczyszczona i aksamitnie gładka.

Sekret roślin:drogocenne właściwości olejku arganowego sprawiły, że został nazwany „Złotem Maroko”
Drzewo arganowe jest niezwykle cennym i rzadkim gatunkiem,
występuje jedynie w południowo- zachodniej części Maroko,
pomiędzy Agadirem, Marakeszem i Essaouria.
Orzechy z drzewa arganowego kryją prawdziwy skarb:
olejek arganowy, zwany „płynnym złotem Maroko”.

Olejek arganowy wykorzystany w serii Tradition de Hammam jest w 100 % biologiczny, bez pestycydów i niemodyfikowany
genetycznie. Olejek arganowy extra-vierge jest uzyskiwany
tradycyjną metodą w procesie tłoczenia owoców tuż po
ich zbiorze. 

Skład:
aqua; glycerin; rosa damascena distillate; prunus armeniaca seed powder; methylpropanediol; coco-caprylate/caprate; moroccan lava clay; argania spinosa oil; argania spinosa shell powder; ammonium acryloyldimethyltaurate/vp copolymer; butylene glycol; cetearyl alcohol; parfum; xanthan gum; methylparaben; acrylates / C10-30 alkyl acrylate crosspolymer; phenoxyethanol; ceteareth-33; ethylparaben; tocopheryl acetate; allantoin; propylparaben; sodium hydroxide; tetrasodium EDTA

Znajdziemy tutaj glicerynę, wodę różaną, puder z pestek moreli, glinkę marokańską, olejek arganowy, puder z orzechów z drzewa arganowego, natomiast po perfumach parę parabenowych syfków;)


Moja opinia:
Peeling otrzymujemy w kartonowym pudełeczku. Właściwe opakowanie - słoiczek wykonany jest z twardego plastiku zamykany na dużą metalową zakrętkę, dzięki czemu nie miałam problemu z zużyciem produktu do samego końca. Peeling ma wygląd i konsystencje czekoladowego budyniu z drobinkami ściernymi. Konsystencja pozwala na dokładne wsmarowanie peelingu w ciało, a  podczas nakładania nie "ucieka" przez mokre palce. Spodobało mi się to,że peeling ma zarówno grube (puder z orzechów drzewa arganowego), jak  i drobne ziarna ścierające (pestki moreli) . Tych drobnych jest na prawdę sporo. Peeling znakomicie ściera martwy naskórek już po kilkuminutowym masażu. Oczywiście drobinki do samego końca się nie rozpuszczają, więc to tylko od nas zależy jak długo chcemy peelingować nasze ciało. Podoba mi się jego cudowny orientalny zapach, który długo utrzymuje się na naszej skórze. Jeżeli chodzi o wydajność to całe opakowanie o pojemności 150 ml wystarczyło mi na ok. 6 użyć na całym ciele, więc uważam,że produkt jest jak najbardziej wydajny. Peeling nie pozostawia żadnego tłustego filmu na skórze, jak lubią robić peelingi na bazie cukru lub parafiny. Po jego użyciu wyraźnie czuć gładką,oczyszczoną i pachnącą skórę. 
Jedynym minusem tego produktu jest niestety jego cena regularna. Wydaje mi się,że generalnie kosmetyki Yves Rocher z linii Tradition de hammam mają mocno przesadzone ceny i stanowczo za wysokie jak na nasze polskie kieszenie. Z miłą chęcią wróciłabym do tego peelingu, bo rzeczywiście się sprawdza, ale cena ponad 60 zł jest zbyt wysoka jak na peeling, który ostatecznie możemy sobie sami zrobić z cukru lub z fusów kawy.

Miałyście ten peeling?A może jakiś inny jest godny polecenia?

Pozdrawiam,